"Dramione"
Rozdział II
Nagle poczułam, że ktoś mnie szarpie i karze mi się obudzić. Kiedy otworzyłam oczy zobaczyłam nad sobą Ginny.
- Co się stało? - spytałam przecierając oczy - przecież sobota jest !
- Wstawaj Hermiona, McGonagall, Cię woła. - odparła z uśmiechem na ustach przyjaciółka. Musiało sprawić jej radość obudzenie mnie o godzinie 7:00. Weasleyowie zawsze byli już na nogach po 6:00. Skąd to wiem ? Fred i George zawsze o tej porze kradli Percy'emu odznakę prefekta a on ganiał ich po całej wierzy. Jego krzykom wtórował doping Rona który tylko się z nich śmiał.
Wstałam z łóżka, i pomaszerowałam do łazienki. Umyłam zęby, twarz i zabrałam się do rozczesywania moich loków. W końcu wróciłam do sypialni, i z kufra wyciągnęłam jeansy i turkusową, opinającą się bluzkę na ramiączka, w której w końcu nie wyglądałam tak bezkształtnie.
- Cześć, Ginny! Potem powiem Ci o co chodziło - uśmiechnęłam się i wyszłam.
Zaczęłam iść w stronę gabinetu McGonagall. Z daleka zobaczyłam platynową czuprynę Malfoy'a.
- A jego po co?! - pomyślałam.
Przeszłam obok niego a on obrócił się na pięcie i zaczął iść razem ze mną.
- Czego chcesz ? - warknęłam.
- A co, nie mogę iść obok Ciebie? - uśmiechnął się. To nie był zwykły uśmiech, na pewno nie w jego wykonaniu. W drodze do gabinetu nie odzywałam się do niego ani słowem.
- Siwy jastrząb - wypowiedział hasło, drzwi się otworzyły, a on mnie przepuścił. Jego zachowanie było bardzo dziwne. Gdyby był to ktoś inny na pewno pomyślałabym, że jest miły, ale nie Malfoy.
- Dzieci, zaraz wam wytłumaczę po co was wezwałam, ale najpierw usiądźcie. - zajęliśmy dwa miejsca na krzesłach obok biurka - Potrzebuję dwójki uczniów, którzy mają trochę rozumu i odwagi, aby polecieć do Bułgarii i odebrać dla Hogwartu przesyłkę. Bardzo ważną przesyłkę.
- Dlaczego nie może polecieć po nią ktoś z nauczycieli ? - wciął się Draco
- No właśnie dlatego, że profesor Dumbledor poleciał załatwiać sprawy w ministerstwie a my, nauczyciele musimy pilnować porządku tutaj. - odpowiedziała płynnie McGonagall. - Więc polecicie tam, a potem poczekacie na przesyłkę i nabierzecie trochę sił na powrót. Charlie Weasly obiecał, że pokaże wam smoki. A więc zgadzacie się? Hermiono, Draco?
- Jasne, że tak! To będzie wspaniała przygoda ! - krzyknął rozentuzjazmowany Draco.
- A ty Hermiono? Mimo tego, że pan Malfoy jest odważny, potrzebuje kogoś rozsądnego i mądrego, aby go pilnował.
- Jeżeli pani mnie o to prosi, no to dobrze. - Profesor uderzyła w mój najczulszy punkt, nie potrafiłam jej odmówić.
- Wyruszacie dzisiaj wieczorem. Pożegnajcie się ze znajomymi. Czekam na was o 20:00 przed Hogwartem.
Wyszliśmy z gabinetu
- To co Hermiona, czeka nas upojne parę dni w egzotycznej Bułgarii. - uśmiechnął się zawadiacko - Mam nadzieję, że jakoś ocieplisz nasze stosunki - dodał
- Ocieplę je rzucając zaklęcie, ale wtedy tak Ci je ocieple, że Pani Pomfrey będzie leczyła Ci oparzenia przez miesiąc. - odburknęłam zdenerwowana
- Intrygujesz mnie ale i tak będziesz moja - odszedł a mijając mnie klepnął mnie w tyłek. Byłam zbyt zdezorientowana aby coś zrobić, albo chociaż wyjąć różdżkę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz